niedziela, 25 marca 2012

Pierwsza wycieczka.

Niedziela rano. Co można robić w niedzielę rano?
Oczywiście, pójść do koscioła...
No może nie do kościoła ale wznieść  ponadwyznaniowo i dziękować Mocom Wyższym za wszystkie zaznane dobra.
Świątynia ... będzie dobrym miejscem, wystarczy tylko pokonać koło tysiąca schodów:)
Skoro świt pobudka żeby dopaść dobre światło.
Herbatka nepalska (kawa jest paseee) obowiązkowo z mlekiem i cukrem (nie jest tym co tygrysy lubią najbardziej) i jazda do góry.
Zanim zaczniemy wspinaczkę po schodach możemy na dole dostać kwiaty do przekupienia hinduskich bóstw albo szpinak jak kto woli.





Drzemy w kierunku oczu Buddy.





No i jak to tak, że hinduskie wierzenia mieszają się z buddyzmem?
Sama nie mam pojęcia...
Co można robić w miejscu świętym?
Przeróżne fajne rzeczy:
-gimnastykowac się


-zjeść śniadanie
-rozpalić ognisko


-nakarmić bostwa albo gołębie




-myknać rundkę na rowerze


-złożyc kwiaty w ofierze



-cośtam pohandlować


-pyknać jaką fotę



-kupić świeczkę i ją zapalić w zbożnej intencji



-zakęrcić młynkiem na szczęście



-zdrzemnąć się


-pomedytować



-pograć w kulki


-zebrać się do kupy i pośpiewać  (tam w tej pakamerze na wprost ale trzeba znać słowa).


Gdyby ktoś zapomniał zabrać ze sobą odpowiedniej ilość rolek do aparatu, ostatni dzwonek!



...
A potem w dół, złożyć pokłon trzem Buddom.



Koniec dobrego światła.
Drogę do busa przegryzamy banankami (takie malutkie, krzywiutkie...).
-A gdzie można wyrzucić skóry?
-Jak to gdzie? Wszędzie! Po prostu rzucasz na ulicę.
(w poły szwajcarska osobowość Kramera bije się sama ze sobą)
-Jak to na ulicę?
-Normalnie, bierzesz i rzucasz. Ooooooo tak!
-Nie mogę.
-No to zginiesz tu chłopie! Jakby Sanepid wpadł do Indii albo Nepalu- zamknął by od razu oba. Bez prawa do apelacji!


Teraz do busa i na śniadanie.

(nasz człowiek przy pracy)

Fotoprzerwa.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz