niedziela, 23 czerwca 2013

Wakacje.



Walizki spakowane (po raz kolejny), ładujemy je do auta i ruszamy w kierunku Warszawy.
Stamtąd mamy samolot o zgrozo, o szóstej rano w poniedziałek.
Ciekawe czego tym razem zapomnieliśmy wziąć ze sobą.
Wprawdzie mamy obcykane punkty krytyczne: paszporty, karty płatnicze, klucze, komórki i inne diwajsy elektroniczne z ładowarkami do każdego... resztę zawsze możemy kupić na miejscu.
Jednak głupio człowiekowi jak w trakcie wieczornej toalety zorientuje się, że nie wziął szczoteczki do zębów albo czystych gaci na zmianę.
Punkty kluczowe sprawdzone. Jedziemy!
Stachu piszczy z radości, że bierzemy ze sobą Sebastiana, jego wiernego druha z przedszkola w Tenczynku.
Gorąco jak w tropikach. Na tablicy rozdzielczej można smażyć jaja sadzone. To prawda, że plan był wygrzać się trochę (w zasadzie wysuszyć w słońcu poza Norwegią, gdzie ciągle nam pada) ale żeby ciepłe kraje już w Polsce się zaczynały to przesada.
- Maaaaaamaaaa, my tu umrzemy z tyłu z gorąca!!!
- Pocieszę was, że z przodu nie lepiej, też zgon.
- No to włącz klimę.
- Odkręćcie szyby, będzie klima z komarami ekstra.
- No to umieramy!
- No to umierajcie.


Całe szczęście dało się szczęśliwie odreanimować dzieci za sprawą postoju w przydrożnej oberży z rowerami wodnymi.
Trochę ruchu a potem pierogi w ramach Basic Life Support zdziałały cuda.
Docieramy szczęśliwie do cioci Kasi w Warszawie, parę godzin snu i ahoj przygodo...





piątek, 21 czerwca 2013

Wielki koń.

Chronologicznie powinno być o wakacjach ale nie będzie za porządkiem... kiedyś może... jak uporządkuję bajzel w zdjęciach.
Wróciliśmy z Kubą do pracy. Dzieciaki nadal na wakacjach w Polsce.
Po tygodniu zapomnieliśmy, że byliśmy na jakichkolwiek feriach.
Kombinujemy jak przetrwać do Bożego Narodzenia.
Może wycieczka na Storehesten? Wprawdzie trzeba trochę się spocić ale dla takich widoków warto.














sobota, 15 czerwca 2013

Goście, goście.

Minęła komunia, pomachaliśmy ostatnim gościom.
Potem sztafeta szpitalna...
I znowu oczekujemy gości. Tym razem wujostwo Kuby z dwoma psami na pokładzie campera w podróży przez Skandynawię.
Lubimy mieć gości, goście lubią nas (przynajmniej tak nam się wydaje:) więc ideał został osiągnięty.
Włóczymy się po okolicy, wymieniamy nowinki ze świata, zaliczamy koncert przed lokalnym domem towarowym. Stachu w roli perkusjonisty z talerzami dla odmiany.




 Ciocia pyka nam zdjęcie na pamiątkę, my jej też w rewanżu:)


Wujki wracają do siebie, a my pakujemy manele na wakacje do Polski.

czwartek, 13 czerwca 2013

Złoto dla zuchwałych.

- Chcecie biec w sztafecie organizowanej przez szpital? - zapytałam, spodziewając się odpowiedzi (odmownej, ma się rozumieć).
- CHCEMY!!!
- Dobra, jeszcze raz zapytam, bo może nie zrozumieliście... biec 2 km trzeba... z innymi dziećmi...
- CHCEMY - padała chóralna odpowiedź i to bez namysłu.
- No i tylko jeden przybiega pierwszy... - dodałam aby uniknąć rozstroju nerwowego jednego z członków naszego teamu.
- No to co, i tak wszyscy dostają złote medale i hamburgery gratis!
Poszły dzieci w ojca, nie ma co!





W czasach podstawówkowego kolonializmu, postanowił Kuba wziąć udział w biegu.
Wysłał młodszego brata na przeszpiegi, z jaką konkurencją będzie musiał się zmierzyć.
- Eeeeeeee, spoko! Biegnie Spisak i inne cieniasy.
- Dobra, zapisuj mnie, będzie złoto jak nic!
Niestety rzecz nie miała miejsca w Norwegii więc ze złota nici wyszły, nawet bardzo cienkie nici...
Ale dobiegł do mety:)
Do tej pory używamy grypsu odnośnie potencjalnej konkurencji.

I wystartowali nasi faworyci w biegu organizowanym przez szpital dla wszystkich chętnych zrzeszonych w zespoły z zakładów pracy lub z wolnej stopy, osobna kategoria dla wszystkich dzieci od 1 dnia do 13 rż
Biegł kto mógł, nawet niemowlaki w wózkach napędzanych mięśniami rodziców:)
Jako się rzekło złoto dla wszystkich bez względu na wynik, za to płacz tego co przybiegł drugi - wrażenie bezcenne.




Stańcie tutaj to wam pytknę zdjęcie...

- Maaaamaaaa, daj spokój z tymi zdjęciami, znowu podpiszesz, że jedliśmy hot dogi.
- Ja? W życiu! Stań Tofik normalnie i nie rób głupich min:)


No, lepiej.