poniedziałek, 13 lutego 2012

Nowi ruscy.

-Hei, czy jest coś czego jeszcze nie masz a chciałabyś dostać na imieniny?
-Ja, ja to bym chciała, żeby zgoda i szczęście w rodzinie, jak zwykła mawiać ciocia Piotrka.
-a bez metafor?
-Hmmmmm..... No jest! Chciałabym na koncert Red Hot Chilli Peppers.
-A grają w Norge?
-A czy ja powiedziałam, że w Norge? Nie wiem gdzie grają w najbliższym czasie. Chyba nie w Førde bo z tego co się orientuję to Smokie mają być pod koniec lutego, więc za dużo gwiazd byłoby.
Tut jemu priszlo skonfuzitsja...
-A może być Metallica?
-No trudno, niech będzie. Tylko weź no pogadaj z tym Hetfieldem żeby Whiskey in the Jar zaśpiewali.
-Dobra pogadam.

Rozwalilam się na krześle przed kompem w pracy i mękolę do Sary:
-Aaaaaa i jeszcze muszę hotel zaklepać, i bilety na samolot (już nie wiem nawet który) i jeszcze wcześniej narty, potem hytta...potem Nepal a może odwrotnie...
-Stakkars Arleta- pożałowala mnie Sara- tyle latania samolotami, znowu podróż, znowu wyzwanie...
No cóż, hipsterstwo zobowiazuje.
-Ale wiesz co? Tyle kasy wywalasz w błoto, a tu i tak tego nikt nie doceni. Może zainwestuj w złote korony na zębach zamiast tych obleśnych drutow co je nosisz?
-Dobry pomysł, a może diamencik na lewej, górnej jedynce, skoro Kuba zachwycił się u pani Anitki.
Nie, niedobry, z ta kupa żelastwa w paszczy jeszcze mi tylko diamencika brakuje.
-To moze odsysanie tluszczu z pośladkow i ud?
-Sara! Nie powiedzialaś tego!!! Czy ja potrzebuje tego?
-Właśnie,a czego ci do szczęścia potrzeba?
-Teraz? Zmywacza do paznokci a jutro auta z zapakowanymi nartami.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz