sobota, 21 stycznia 2012

Choinkom śmierć.


Zaraz po nartach z dziećmi (Kuba na dyżurze) rozprawiamy się z choinką.
Nierozwiązywalny problem co roku po Świętach.
Tym razem nasz problem mierzy 2.5m i waży swoje.
Do kontenera nie wlezie nijak, można pociąć i spalić ale trudnopalne igły zostają.
Piła i tniemy.
-Mama, czy w tym domu nie powinien tym zajmować się tata?- prowokuje Stasiu
-Stasiu, jesteśmy w Norwegii i tu obowiązuje likestilling (równouprawnienie). Piłuje ten kto ma na to ochotę.
-A ja mogę?
-Proszę bardzo.
...
-Skąd wiesz jak się piłuje?
-Tak naprawdę to jedyną lekcję piłowania przeszłam w szpitalu w Chrzanowie podczas amputacji podudzia.
Kolega specjalista chirurg udzielił mi cennej porady wyniesionej z zajęć zpt. w szkole średniej, że piłuje się machając piłą od jednego końca do drugiego, a nie tylko środkiem.
Ale podudzie było chyba łatwiejsze.
W czasie kiedy mamusia zajmowała się ferdziańską masakrą piłą ręczną, dzieci przygotowały obiad i sałatkę owocową. Bez tknięcia palcem z mojej strony.
Na obiadek wpadły Marta z Mariolą.
-No i jak się czujesz, kiedy nowe pokolenie weszło do kuchni?
-Dziwnie.
Dla zainteresowanych menu: nachos i mięsem i warzywkami. Na deser jako się rzekło sałatka owocowa.



1 komentarz:

  1. W Twoim rodzinnym domy często choinka stała do M.B.Gromnicznej 2.02. zawsze.Ubieranie należało do Was a demontaż do mnie (to słowo najlepiej pasuje).W rękę brałem sekator i gałązka po gałązce wkładałem w worek foliowy i ciąłem przy pniu.Pień przecinałem w pół i do Heńka na utylizację w kominie.Tyle instruktażu do bloga.

    OdpowiedzUsuń