piątek, 8 sierpnia 2014

Lærdal.

Jestesmy umowieni u Marianne na lancz. Zaraz po zjezdzie z Aurlandsveggen mamy wpasc na chwile, cos zjesc, wypic, pogadac - cytujac klasyka, wuja Wojtka.
- A moze byscie zostali na noc?
- Eeeee, no nieeeee, nie bedziemy robic klopotu... 10 dodatkowych, niezapowiedzianych gosci...
- Zaden klopot!
No i zostalismy. I jeszcze sniadanie, i drugie sniadanie zdazylismy wciagnac.
- A moze byscie jeszcze zostali?
Zdaje sie, ze sa lepsi od nas w konkurencji - goscie, goscie:)))
Postanawiamy z zaskoczenia odwiedzic Ingebjørg, pierwsza wychowawczynie Staszka. Niespodzianka udala sie, wszyscy sa wzruszeni, wspominamy stare, dobre czasy.
Tym razem z ciezkim sercem ruszylismy w dalsza podroz via Balestrand i Gory Gaular w kierunku Førde. Po drodze big jump w fiordzie i dalej w droge.
Fantastyczna pogoda do podrozownia, troche gorsza do fotografowania. Ciagle pocztowki, gdzie by sie czlowiek nie obrocil. Zaczyna byc nudne:) Gory, wodospady, fiordy... chmury.















PS. Te zygzaki na koncu, to bynajmniej nie sciezka rowerowa tylko prawdziwa asfaltowka dla aut.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz