piątek, 15 listopada 2013

Jezus Maria nie ogarniam.

Wczoraj wywiadówka, dużur, ktoś w nocy chciał wiedzieć co jest w CT głowy. Rano rozsypuję się na drobne kawałki. Nie dam rady, jestem zmęczona. Bardzo zmęczona. Czyli tylko trening może postawić mnie na nogi. Parkuję w dobrym towarzystwie.  Fajnie wygląda taka mała, zielona żaba między serioznymi beemkami.


Udało się. Składam się do kupy. Trening to dopiero rozgrzewka przed wyczynem tego dnia.
Jutro Fargerike Førde, taki wielokulturowy festyn. Pierwszy raz będziemy wystawiać stoisko z polskimi potrawami. W zasadzie robota rozdzielona, więc z górki. Tylko trochę pierogów machnąć i gotowe.
Z czasem (czyt. z wiekiem) dojrzewam do tego, że nie wszystko muszę... Lepię tylko tyle ile daję radę i nic ponadto (ale też nie mniej:).



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz